Jedno zgłoszenie o rzekomym ataku wystarczyło, by w środku nocy uruchomić pełną procedurę ratunkową. Gdy służby dotarły na miejsce, okazało się, że żadnego napastnika nie było, a cała historia została wymyślona.

Sprawa z Siemianowic Śląskich pokazuje, jak kosztowne i niebezpieczne mogą być fałszywe wezwania na numer alarmowy 112. Pokazuje też z jaką lekkością niektórzy okłamują służby.
Nocne zgłoszenie postawiło służby na nogi
W nocy, około godziny 3.30, operator numeru alarmowego 112 odebrał dramatyczne zgłoszenie od kobiety, która twierdziła, że została dźgnięta nożem w brzuch. Rozmowa była utrudniona, dlatego natychmiast rozpoczęto działania mające ustalić, gdzie znajduje się zgłaszająca i jak najszybciej udzielić jej pomocy.
Na miejsce skierowano odpowiednie służby, bo w takich sytuacjach liczy się każda minuta. Informacja o możliwym ataku z użyciem noża zawsze traktowana jest jako zagrożenie życia.
Prawda okazała się zupełnie inna
Po dotarciu na miejsce szybko wyszło na jaw, że żadnego ataku nie było. Zgłaszającą okazała się pijana 43-letnia mieszkanka Siemianowic Śląskich. Miała prawie 2 promile alkoholu w organizmie.
Kobieta przyznała, że wymyśliła historię o ugodzeniu nożem, ponieważ... chciała, by ktoś odwiózł ją do domu. Zamiast tam trafić, została przewieziona do izby wytrzeźwień. Teraz odpowie za wywołanie fałszywego alarmu, za co grozi grzywna sięgająca 1500 zł.
Fałszywe alarmy mają realne konsekwencje
Choć ta historia może wydawać się absurdalna, skutki podobnych zgłoszeń bywają bardzo poważne. Każdy nieuzasadniony wyjazd służb oznacza, że ratownicy, policjanci czy strażacy w tym samym czasie nie mogą pomagać potrzebującym osobom, które rzeczywiście walczą o zdrowie lub życie. W sytuacji pełzającej przez Polskę wojny hybrydowej widać jak wiele można tym zaszkodzić.
Operatorzy numeru 112 każdego dnia odbierają tysiące zgłoszeń z całej Polski. Wśród nich wciąż zdarzają się fałszywe alarmy, żarty lub wezwania dotyczące błahych spraw, które nie wymagają interwencji służb ratunkowych. Takie sytuacje nie tylko generują koszty, ale przede wszystkim mogą wydłużyć czas dotarcia pomocy tam, gdzie jest ona naprawdę potrzebna.






