Cicha ekspansja czy zwykła budowa? Mieszkańcy Katowic protestują pod budową islamskiego ośrodka w Katowicach, nieopodal granicy Mysłowic i Sosnowca: „Nie chcemy tu scenariusza z Europy Zachodniej” - czego naprawdę dotyczą obawy mieszkańców?

Atmosfera w katowickim Zawodziu gęstnieje i budzi oburzenie. Wszystko za sprawą robót budowlanych, które trwają na posesji przy ul. 1 Maja 130. „Po cichu” powstaje tu centrum islamskie. Ludzie żądają natychmiastowych wyjaśnień i wstrzymania prac.
Chociaż przedstawiciele muzułmańskiego Centrum Kultury i Dialogu oraz Urząd Miasta Katowice uspokajają, że powstaje tam jedynie skromna sala przeznaczona na cele kulturalno-edukacyjne, lokalna społeczność nie kryje oburzenia i mówi wprost o manipulacji faktami. We wtorek przed budową odbyła się manifestacja mieszkańców zorganizowanej przy wsparciu regionalnych struktur Konfederacji i Ruchu Narodowego.
Ciąg kontrowerrsji: Duży metraż, mała liczba osób i kruczki prawne
Głównym punktem zapalnym, który wzbudził czujność dociekliwych lokatorów sąsiednich kamienic, są zaskakujące dysproporcje w dokumentacji budowlanej. Z oficjalnych zapewnień inwestora wynika, że nowa przestrzeń ma oficjalnie służyć zaledwie 45 osobom jednocześnie.
– „Kto buduje tak duży obiekt przy węźle przesiadkowym dla garstki osób? To się po prostu nie klei. To przekręt!” – można było usłyszeć wśród oburzonych mieszkańców. Tym bardziej, że zaniżanie liczby uczestników już przez tę społeczność miało miejsce zaraz obok, podczas wydarzenia w sąsiednich Mysłowicach. Czy władzom Katowic nie powinno to dać podstawy do wpływu na wydania lub nie wydania zezwolenia na budowę w tej formie?
W kuluarach i na forach mieszkańców Zawodzia wprost mówi się o sposobie świadomego ominięcia rygorystycznych przepisów. Według protestujących zadeklarowanie tak niskiej liczby stałych użytkowników pozwala zakwalifikować inwestycję do łagodniejszej kategorii budowlanej. Oznacza to m.in. ominięcie surowych norm przeciwpożarowych, które są wymagane przy obiektach przeznaczonych dla masowych zgromadzeń publicznych.
Mieszkańcy Katowic czują się oszukani i porzuceni przez władze miasta, które zakrywają się swoją niemocą. Ludzie obawiają się, że w przypadku ewentualnego zagrożenia lub pożaru, nikt nie zapanuje nad faktyczną liczbą osób przebywających w środku, co bezpośrednio zagraża także sąsiednim zabudowaniom. Tym bardziej, że budowany obiekt sąsiaduje bezpośrednio z wysokimi, wiekowymi już kamienicami.
Metoda małych kroków: „Obudzimy się z ręką w nocniku”
Obawy katowiczan sięgają jednak znacznie głębiej niż parametry techniczne ścian i schodów. Społeczność lokalna podejrzewa, że obecna inwestycja to zaledwie pierwszy etap dłuższego planu. Obiekt ma być sukcesywnie rozbudowywany, gdy tylko emocje wokół sprawy opadną.
Podczas dyskusji oburzonych mieszkańców wielokrotnie powoływano się na tzw. schemat zachodnioeuropejski, doskonale znany z miast we Francji, Niemczech czy Belgii. Scenariusz tam realizowany niemal zawsze wyglądał identycznie:
- Zaczyna się od niepozornego zakupu prywatnego domu lub wynajmu salki (już w Katowicach).
- Następuje oficjalne zgłoszenie „działalności charytatywnej i dialogu międzyreligijnego” (w Katowicach od lat działa już islamska organizacja o szlachetnej nazwie "Centrum Kultury i Dialogu").
- Przeprowadzana jest budowa własnego "skromnego" obiektu kulturalnego pod pozorem „zwykłych salek modlitewnych” (właśnie trwa).
- Finałem jest powstanie pełnoprawnego meczetu, dominującego w przestrzeni miejskiej wraz z narzucaniem własnych zasad otoczeniu.
– „Jeśli nie zareagujemy w porę, obudzimy się z ręką w nocniku” – można usłyszeć wśród protestujących. Przekonują oni, że brak twardego sprzeciwu teraz, doprowadzi do sytuacji, w której społeczność muzułmańska zacznie stopniowo „rozpychać się” w dzielnicy kosztem jej mieszkańców i niszczyć ich własny system wierzeń i wartości.
Co z bezpieczeństwem i spokojem w Katowicach?
Katowickie Zawodzie to dzielnica o tradycyjnej, śląskiej tożsamości, która już teraz boryka się z problemami infrastrukturalnymi, takimi jak brak miejsc parkingowych czy wzmożony ruch drogowy. Pojawienie się nowego, niekontrolowanego punktu napływu ludzi z całego regionu rodzi pytania o zachowanie dotychczasowego spokoju.
Mieszkańcy obawiają się utraty bezpieczeństwa oraz radykalnej zmiany charakteru ich własnej małej ojczyzny. Wskazują, że nikt nie przeprowadził z nimi żadnych konsultacji społecznych, a inwestycja powstaje „po cichu”. Choć przedstawiciele Ligi Muzułmańskiej w Polsce, na czele z imamem Jabbarem Koubaisym, oficjalnie zaprzeczają planom budowy tradycyjnego meczetu z minaretem i muezinem, dla protestujących te zapewnienia są niewiele warte.
Magistrat zasłania się przepisami prawa budowlanego – jeśli inwestor spełnił wymogi formalne, miasto musiało wydać zgodę. Jednak dla mieszkańców Katowic to za mało. Sprawa ul. 1 Maja 130 stała się symbolem walki o transparentność urzędniczą i prawo mieszkańców dzielnicy do współdecydowania o tym, jak ma wyglądać ich najbliższe sąsiedztwo.






